środa, 7 grudnia 2016

♥ Wilcza strona mocy ♥

Wilcza strona mocy

Rozdział 1 

" Moja przygoda z wilkami zaczęła się mimo wszystko parę lat temu. Dokładnie w trakcie moich 13 urodzin, gdy zrozumiałam, że to nie przelewki. Co zmieniło mój tok myślenia? Po raz pierwszy zobaczyłam walkę... na śmierć i życie.  Były takie taktyczne... Wtedy to było dla mnie nie zrozumiałe, że można w ogóle tak walczyć. Zastanawiałam się, jak oni to robią? Postanowiłam wziąć się za siebie i próbować w jakiś sposób odkryć coś dla mnie. Przychodziło mi to z trudem, jednak w pewnym momencie odkryłam miliony sposobów walki i wybierałam z nich te, które najbardziej mi pasowały choć i tak nauczyłam się wszystkich. Po co? Ponieważ wtedy nie wiedziałam jakie moce będę posiadać. Wszystko było jedną wielką niewiadomą... 
Dwa lata później stało się coś, co zapamiętam na zawsze.  Był to piękny grudniowy wieczór. Śnieg niczym biała kołdra okrywał wszystko co tylko, a na niebie świeciły już gwiazdy i cudny księżyc w który się zapatrzyłam. Myślałam o tym kiedy wreszcie dostanę własnego wilka. Obok mnie szli oczywiście rodzice z ich cudnymi towarzyszami. W głowie miałam już tysiące wyobrażeń jak mógłby wyglądać mój wilk. W pewnym momencie na kogoś wpadłam. Szybko podniosłam się z ziemi przepraszając. Zauważyłam, że to nikt inny jak Luke Hiddleston z rodzicami. Uśmiechnęłam się do chłopaka, ponieważ się przyjaźniliśmy. Jednak on tego nie odwzajemnił tylko zaczął  coś mamrotać. Przywitałam się cicho, podczas gdy nasi rodzice zaczęli zażartą kłótnię. ' Nie mogę z tobą rozmawiać...' Nie mogłam zrozumieć te kilka prostych słów, które przed chwilą wypowiedział mój przyjaciel. Od razu spytałam dlaczego. 'Jesteś inna... Nie z tego poziomu.' Ciągle nie rozumiałam. Czy naprawdę chodziło wtedy o pieniądze? Łzy mimo mojej woli napływały mi do oczu. Zadałam kolejne pytanie tym razem załamanym głosem : ' K-kto ci tak powiedział?' , ' Rodzice...' , ' Luke... Ty się z nimi zgadzasz?' powoli dotknęłam jego ramienia, jednak on szybko strącił moją rękę i krzyknął: 'Nie dotykaj mnie!' Doszczętnie go zniszczyli. To nie był już mój Luke. Schowałam ręce do kieszeni i spuściłam wzrok. On nigdy taki nie był, nie był pusty i wredny tylko kochany i uprzejmy. Założyłam kaptur, żeby nie było widać mojej twarzy i powiedziałam cicho, żebyśmy już poszli. Rodzice Luka zaczęli śmiać się, bo wydawało się im, że wygrali. Luke jakby nie miał własnego rozumu zaczął robić to rodzice, jednak gdy się odwróciłam widziałam na jego twarzy pewien grymas. Nie wiem co on oznaczał, jednak zrozumiałam jedno: Nigdy więcej nie powinnam pokazywać, że można mnie skrzywdzić. Znienawidziłam Hiddlestonów całym sercem i od tamtej pory unikałam wszelkich kontaktów z tą rodziną. Aż do wczoraj, gdy chcieli zniszczyć nasze tereny. Czułam jak robię się czerwona na twarzy, gdy zobaczyłam Luka i jego rodziców oraz ogromną ulgę, gdy w końcu wygrałam."


Położyłam się na sofie, a głowę ułożyłam na puszystym brzuchu mojej Stelli. Niebo było pochmurne, a wiatr wiał szybko. Szykuje się burza. W takich momentach zazwyczaj rozpiera mnie energia, albo tracę siły. Jednak to drugie rzadko. Po kilku minutach wstałam, ponieważ uznałam, że zbytnio rozpiera mnie energia by siedzieć w miejscu. 
Kora: Wychodzę!
Jacob: Gdzie idziesz? Szykuje się burza.
Kora: Muszę się przejść, nie wytrzymam tu. 
Jacob: To chyba nie najlepszy  pomysł...
Kora: Dam sobie radę.
Ethan: Jak raz się z nim zgadzam, nie powinnaś iść sama.
Kora: Dramatyzujecie - uśmiechnęłam się do nich, jednak dalej mieli gorzkie miny.- Ech... To który ze mną idzie?
Ethan: Obaj.
Kora: Co? Po co? Nie jestem taka słaba.
Jacob: No tak, ale...
Kora: Mówcie co wiecie.
Jacob: Nic...
Kora: To nie była prośba tylko rozkaz.
Ethan: Nie jesteś Alfą by nam rozkazywać.
Kora: No mówcie, tylko marnujecie mój cenny czas.
Jacob: Alla napisała...
Kora: Co?! I ja nic o tym nie wiem! 
Ethan: Mówiła, że dzisiaj ma się stać coś ważnego i jest to z tobą związane.
Kora: Co ona znowu knuje? - Do siebie. 
Jacob: Czyli idziemy z tobą.
Kora: Jeden co najwyżej. 
Ethan: ' To nie prośba tylko rozkaz.'
Kora: Bardzo śmieszne. Tylko, że ja nie mam tak jak Nila leczniczych mocy i jak któregoś piorun trzaśnie nie pomogę.
Jacob: Słabo straszysz.
Kora: Przy was się niestety nie nauczę - uśmiechnęłam się kpiąco.
Ethan: Ej! - zaczął mnie czochrać.
Kora: Uważaj na włosy! - szybko się odsunęłam i zaczęłam poprawiać fryzurę ze śmiechem. 
 Chłopcy też zaczęli się śmiać. Wyszłam z domu bez kurtki, ponieważ jak dla mnie nie było zimno, co innego u chłopców. Śmiałam się cicho, gdy widziałam jak się trzęsą pomimo faktu, że mieli na sobie kilka warstw ubrań, a ja byłam ubrana jak na upał. Szłam śmiało przodem, a wiatr bawił się moimi włosami. Nagle dało się słyszeć pierwszy grzmot gdzieś w oddali. Jak ja to kocham. Kolejny grzmot, tym razem dużo głośniejszy. 
Jacob: Em.. Kora? Wracajmy już może...
Kora: Hm? Czemu? - rozejrzałam się. -  Nikt nie kazał wam ze mną iść.
W pewnym momencie między nami uderzył piorun sprawiając, że chłopcy zostali odrzuceni w tył, a ja zostałam złapana przez kogoś pod osłoną dymu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz