Tu m.in. będą pojawiać się rozdziały
Wilcza strona mocy
Prolog
"Nazywam
się Kora i mieszkam na wyspie Unmei. Te tereny są obce dla reszty
świata, tak samo jak dla nas ich. Mój ród dzieli się na Zmiennokształtne
i Łowców. Zgadnijcie, kim ja jestem. Wszyscy jesteśmy wychowywani w
podobny sposób - byle przetrwać. Ta wyspa nie jest zwyczajna, roi się na
niej od wielu niebezpiecznych stworzeń do których należę - zależy jak
ktoś na to patrzy. Całe życie szykuje się nas po to by przetrwać i w
wieku 15 lat otrzymać własnego, niepowtarzalnego wilka. Ja swojego mam
już rok i nie oddałabym go za żadne skarby tego świata. Nazywa się
Stella i ma te same moce co ja, czyli: Ogień, Światło i Elektryczność.
Wędruje ze mną i moimi przyjaciółmi po całej wyspie w tzw. 'poszukiwaniu
guza'. Jest ze mną : Amber, Mia, Anna, Astoria, Ethan i Jacob."
W pewnym momencie ktoś przerwał mi pisanie.
Astoria: Kora pospiesz się!
Kora: O co chodzi?
Astoria: No chodź!- Astoria złapała mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę wyjścia.
Szybko rzuciłam notatnik na sofę i poszłam za przyjaciółką.
Kora: Astoria o co ci cho...
Wszyscy: Niespodzianka!
Moim
oczom ukazały się poustawiane stoły z jedzeniem, duży tort, kilka
prezentów i wszyscy moi przyjaciele poustawiani na środku.
Mia: Wszystkiego najlepszego Kora!
Kora: Hm? A urodziny, ale czy one nie są czasem...
Jacob: Dzisiaj? No tak.
Amber: Nie mów, że zapomniałaś!
Kora: Nie, skąd! Po prostu zamyśliłam się przed chwilą, bo mamy tyle do zrobienia...
Ethan: Jedyne co na tę chwilę jest do zrobienia, to dobra zabawa.
Kora: Ale tam masz stertę rzeczy do zrobienia! - pokazałam ręką w stronę domu.
Ethan: Csiii, potem się tym zajmiemy.
Kora: Nie odkładaj na jutro coś, co możesz zrobić dziś.
Anna: Tu zrobimy wyjątek. Siadaj Kora!
Astoria: Bo zaczynam mieć wrażenie, że w ogóle nie chcesz tutaj być...
Kora: Ależ skąd! Jasne, że chcę. Ast co za niedorzeczne domysły!
Astoria: To dobrze, czyli zaczynamy zabawę!
Nagle
z głośników zaczęła lecieć głośna muzyka i wszyscy zaczęli tańczyć.
Zaśmiałam się cicho i dołączyłam do dziewczyn, które tańczyły z
chłopakami. Nagle w powietrzu zaczęły latać płatki róż, od razu wszyscy
spojrzeli na śmiejącą się Astorię. Amber od razu podskoczyła łapiąc mnie
i Mię za ręce, po czym zaczęłyśmy latać. Zaśmiałam się i pomachałam
chłopcom, którzy z uśmiechami stali na ziemi. Nagle zobaczyłam, że
gdzieś niedaleko naszego domku coś się rusza.
Kora: Amber na ziemię - spoważniałam.
Amber: Co? Czemu?
Kora: Już.
Amber: No okey, ale powiedz o co ci chodzi. Aż tak nie lubisz imprez?
Kora: Co? Nie! To zupełnie co innego.
Mia: Czyli nie lubisz imprez?
Kora: Lubię, ale to coś ważnego.
Mia: Co takiego? Ucieczka?
Powoli zaczęłam nie wytrzymywać.
Kora: Dość! Wyłączyć muzykę! Amber na ziemię w tej chwili!
I wszystko ucichło, a wiatr zawiał mocniej. Amber z dziwną miną spuściła nas na ziemię.
Kora: Dziękuję! A teraz za mną.
Szybko
zmieniłam się w czarną wilczycę z białym prawym uchem i dwiema małymi
plamkami tego koloru nad oczami. Dziewczyny również zmieniły się w
wilki, a chłopcy wyciągnęli broń. Widząc, że wszyscy są gotowi ruszyłam
przed siebie uważnie nasłuchując. Po kilku minutach dotarliśmy do źródła
hałasu. Był to nikt inny jak Luke Hiddleston i jego rodzice, którzy
niszczyli las niedaleko naszego miejsca zamieszkania. Szybko zmieniłam
się w człowieka i doskoczyłam do chłopaka chwytając go za kołnierz i
przygwożdżając do drzewa.
Kora: Hiddleston! Co ty wyprawiasz?!
Nagle
zostałam szybkim ruchem odciągnięta od chłopaka i rzucona na Jacoba,
który na moje szczęście mnie złapał. Szybko mu podziękowałam i zeszłam
na ziemię. Rzucił mną ojciec chłopaka.
Avalon: Jak śmiesz mała...
Kora: No powiedz to! Pokaż jaki z ciebie pusty babsztyl!
Adam: Dość! co to ma znaczyć?!
Kora: To ja powinnam o to zapytać! Nie wolno wam tego robić!
Avalon: Jesteś tego taka pewna? - pokazała jakiś dokument. - Wasz teren został przez nas wykupiony.
Astoria: A-ale jak?
Avalon: Od dłuższego czasu nie spłacacie rachunków.
Amber: Co?!
Kora: Ale to nie zmienia faktu, że nie wolno wam niszczyć tego lasu!
Luke: I tu się mylisz, można o ile zasadzi się nowe drzewa, albo jeśli przypadkiem ktoś podpali ten lasek.
Kora: Trzymajcie mnie, bo zaraz go walnę! Równie szujowaty co matka!
Ethan złapał mnie za ręce od tyłu.
Ethan: Nie warto.
Luke: Jak chce się bić to ją zostaw. Ja zawsze chętnie.
Mia: Odradzam.
Astoria: Samobójca.
Anna: Na twoim miejscu bym tego nie robiła.
Amber: Gdy jest taka wkurzona? W snach chyba byś przeżył.
Luke: Dam radę.
Ethan:
Na życzenie. Dokop mu mała - ze złośliwym uśmiechem podniósł ręce do
góry zostawiając mnie wolną. Zdjęłam bluzę i rzuciłam ją Mii na
przechowanie na czas walki.
Kora: Tacy jak ty nigdy nie wygrają żadnej walki.
Luke: Warto próbować.
Kora:
Nie w tym wypadku - uśmiechnęłam się lekko. Na moich dłoniach zapłonął
ogień. - Dalej zgrywasz koksa i dostaniesz łomot, czy odejdziesz z
godnością?
Luke: Ja się nie wycofuję.
Kora: To zawrzyjmy układ. Jeśli wygram zostawicie las w spokoju.
Luke: A jak przegrasz las spłonie na twoich oczach.
Kora: Zgoda - byłam pewna zwycięstwa. Kilka ruchów i już po nim.
Jacob stanął między nami.
Jacob: Zasady walki są znane. Za 3... 2.... 1... Start! - szybko się odsunął.
Jako
pierwsza zrobiłam ruch. Kucnęłam i jednocześnie tymczasowo oślepiłam
Luka mocą światła. Z prędkością światła znalazłam się za oślepionym
Lukiem. Kopnęłam go w plecy tak, że wylądował twarzą w ziemi, złapałam
go za ręce od tyłu i kucnęłam na nim.
Kora: Przegrałeś.
Luke: Oszukiwałaś!
Kora: Gdzie ty tu widzisz oszustwo? Walczyłam jak najbardziej fair. Oni mogą potwierdzić, sędzia?
Jacob: Walka faktycznie była fair Luke, naucz się przegrywać.
Wstałam uśmiechnięta i ruszyłam w stronę przyjaciół.
Kora: Masz szczęście, że skończyłam walkę na przygwożdżeniu cię do ziemi...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz